Należy do mnie

Gdyby twoja wagina mogła mówić, poprosiłaby o zabieg upiększający. Absurd? Skąd. Oto świat urody w przededniu ginekologicznej rewolucji.

Kobieta jest tworem coraz bardziej niedoskonałym - myślę, przeglądając oferty salonów piękności czy ulotki kremów na mniej lub bardziej wyimaginowane problemy twarzy i ciała. Niestrudzenie tłumaczę czytelniczkom, czym są zmarszczki mimiczne, a czym atroficzne, czym różnią się te wokół oczu od tych przy nosie, a także dlaczego każda z nich potrzebuje oddzielnego kosmetyku. Muszę przyznać, że moja praca stawia przede mną prawdziwe wyzwania. Popularność w prasie kobiecej próbują ostatnio zyskać zabiegi ginekologii estetycznej.



Założenie jest mniej więcej takie: tam na dole jesteśmy niedoskonałe. Nawet bardzo. Szpecą nas zbyt ciemny odbyt i asymetryczne wargi sromowe. Za duże, za małe, zbyt bujne, zbyt skromne. Krzywe. Postrzępione. Rozciągnięte. Nie takie jak trzeba. Starzejące się. Wiadomo, zmarszczki stref intymnych to wielka skaza na urodzie, a wiotkie wargi sromowe spędzają sen z powiek każdej kobiecie. Podła Matka Natura dała nam odrażające genitalia. Dlatego... musimy je sobie przerobić! Trzeba je przyciąć, ostrzyknąć, wybielić, napompować i ujędrnić.

Producenci preparatów i sprzętów do upiększania waginy obiecują znaczną poprawę jakości życia, nie tylko seksualnego. Z tego co wiem znaczną poprawę jakości życia, nie tylko seksualnego, powoduje akceptacja siebie i własnego ciała oraz nie doszukiwanie się w nim urojonych defektów. A przecież temu ta nowa ginekologiczna moda ma służyć. Zakładam, że jeśli któraś z nas ma prawdziwy problem, znajdzie sposób, by się z nim uporać. Wszystkie pozostałe są poddawane bezsensownemu naciskowi. Po raz kolejny ktoś próbuje wmanewrować nas w kompleksy. I na tych kompleksach zarobić.

Wiadomo, nie każda ulegnie. Ale już teraz chętnych podobno nie brakuje i to wcale nie z branży erotycznej. Smutne kobiety niedoskonałe... Te, które na twarzy nie mają już miejsca na kolejną dawkę kwasu hialuronowego i oto, eureka!, na ich ciele właśnie objawia się kolejna powierzchnia do ostrzyknięcia. Niepewne swojego wyglądu nastolatki. Kobiety, których poczucie estetyki karmi się literaturą spod znaku Greya. I wiele, wiele innych. Może je znam? Ile z nich zdecydowałoby się na korekcję genitaliów, gdyby nie uświadomiono im, że coś może być z nimi nie tak?

Śmieszy mnie w ogóle cały ten szum wokół, li i jedynie, jednej z wielu części ciała. Modne jest np. ostatnio manifestowanie swojej kobiecości z perspektywy waginalnej. Są "dni cipki", są "cipkowe" spotkania towarzyskie. Wyzwolony świat afirmuje waginę. Tylko po co? Czy przypadkiem nie sprowadza się to do całkiem seksistowskiego rozumowania, że skoro mężczyźni myślą penisem, to kobiety - cipką?

Jak bardzo seksistowskie jest namawianie kobiet do ostrzykiwania własnych warg sromowych? Moim zdaniem bardzo. Nie przeszkadza mi, że ktoś ma ochotę na taki zabieg. Ale złości mnie, gdy nagle przekonuje się nas, że to obowiązek sezonu i estetyczna powinność każdej kobiety. Otóż nie. Moja wagina należy do mnie. A poza tym większa więź emocjonalna łączy mnie z własnym żołądkiem. Czy da się go jakoś upiększyć?
Trwa ładowanie komentarzy...