O autorze
To nie jest blog o tym, jak pozbyć się zmarszczek. Nie będę też oceniała stylu gwiazd i zdradzała sekretów ich skóry czy figury. Nie przedstawię Wam nowości ze świata kosmetyków, za to podzielę się z Wami moimi przemyśleniami na temat urody. Być może przyznam się też do paru rzeczy, które przetestowałam na własnej skórze. A gdy coś mnie olśni lub rozczaruje - na pewno się o tym dowiecie.

O starości i innych demonach

Listopad, urodziny, myślę o przemijaniu. A gdzieś pomiędzy bilansem zysków i strat ostatniej dekady, melancholią za tym, co już nie wróci i niepokojem przed tym, co nadejdzie, nieśmiało sączy się myśl o starości.

Smaruję twarz kremem na pierwsze zmarszczki. Skoro wymyślili taki na pierwsze, czy będzie też na ostatnie? I właściwie, co złego jest w zmarszczkach? Te pod oczami - mogą być od śmiechu. Ta między brwiami - od gniewu, ale też od marszczenia oczu na słońcu. Moja będzie od słońca.



Mężczyźni na starość szlachetnieją, kobiety brzydną - czyj to koncept i dlaczego jedyny słuszny? Przecież patrząc na naszych rodaków i rodaczki można śmiało powiedzieć, że w pewnym wieku zarówno jedni, jak i drugie wyglądają tak samo źle.

Może tylko tyle, że kobiety rzadziej przeżywają kryzys wieku średniego. Albo przeżywają go inaczej. Zamiast porsche kupują sobie garsonkę. Obcinają krótko włosy, bo ktoś im kiedyś wmówił, że nawet takie do ramion nie przystoją dojrzałej kobiecie. Siwizna jest odrażająca, więc farbują ją na kolor żółtka lub buraka. Przestają się malować, bo nie warto(!). Ich osobisty styl coraz częściej oscyluje wokół biegunów wypada - nie wypada. Trochę... szkoda.

Są też i te, które stanęły do wyścigu ze starością. Pięćdziesięcioletnie podlotki. Błyszczyk, brylanciki i barbie róż. Przedłużane włosy, przedłużane rzęsy, wyprasowna twarz, napompowane usta i biust. Jeszcze tylko mini i możemy poudawać, że znów mamy siedemnaście lat. Hello, kitty.

A jednak lubię te samozwańcze miss dojrzałości. Dzięki nim nudna i zachowawcza polska ulica nabiera koloru. Podobno Polki są piękne. Być może, ale tylko do pewnego momentu. Gdzieś po czterdziestce, pięćdziesiątce włącza się to nieszczęsne "nie wypada". Pojawia się garsonka, cieliste rajstopy, styl na matronę. Efekt? 20 lat więcej. Nie umiemy się ładnie zestarzeć.

Może spróbujmy tak: styl i uroda nie zależą od wieku. Zmarszczki nie szpecą. Siwizna (zwłaszcza pojedyncze siwe pasmo) może być stylowa. Piękno, to przede wszystkim siła własnej wartości, która z nas emanuje. Nie bójmy się mody. Dbajmy o siebie zawsze. Kult młodości uprzykrza życie młodym, frustruje starych. Nie ulegajmy mu.

Im jestem starsza, tym lepiej się ze sobą czuję. Życzę więc sobie na urodziny, żebym nie popadła w paranoję starzenia się, a w przyszłości umiała cieszyć się swoim wyglądem jak ta stylowa pani spotkana niedawno w Londynie: z burzą siwych loków, czerwonymi ustami i w przeogromnych okularach słonecznych. Albo jak ta wczoraj z tramwaju: z piękną twarzą całą pociętą siatką zmarszczek. A każda z tych zmarszczek mogłaby opowiedzieć inną historię.
Trwa ładowanie komentarzy...