O autorze
To nie jest blog o tym, jak pozbyć się zmarszczek. Nie będę też oceniała stylu gwiazd i zdradzała sekretów ich skóry czy figury. Nie przedstawię Wam nowości ze świata kosmetyków, za to podzielę się z Wami moimi przemyśleniami na temat urody. Być może przyznam się też do paru rzeczy, które przetestowałam na własnej skórze. A gdy coś mnie olśni lub rozczaruje - na pewno się o tym dowiecie.

Chłopcy malowani

Czasy się zmieniają, a mężczyźni malują - coraz częściej. Prawdziwy mężczyzno, kiedy kupisz swój pierwszy podkład?

Przyglądam się koledze na konferencji prasowej. Modny musi być teraz styl na figurę woskową. Kolega twarz ma gładką, jakby wypolerowaną, lśniącą, żółtawą. Przebiegam w myślach zabiegi, którym mógł się poddać. Botoks, laser, peeling, lifting? Nagle olśnienie - za dużo podkładu.



Spacer ulicą Chmielną w Warszawie pozwala uwierzyć w kryzys męskości. Chłopcy w spodniach rurkach, które podkreślają zaokrąglone biodra. W najmodniejszych ciuchach niekoniecznie dobranych do figury (która dawno nie widziała bieżni, siłowni, boiska). Z grzywką romantycznie opadającą na jedno oko. Z torebką pod ramię. Chłopcy ukradkiem przeglądający się w sklepowych witrynach. I po co? Nie jesteście ładni, chłopcy.

Parę przecznic dalej świat toczy się po staremu. Panowie obnoszą swój testosteron. Resztki włosów, koniecznie ostrzyżonych golarką, sklejają w kępki żelem. W za dużych t-shirtach, za szerokich marynarkach, rozciągniętych swetrach (a np. w moim biurowcu w góralskich kapciach noszonych do garnituru). W Europie, a jednak na bakier z mydłem (wystarczy przejechać się z nimi windą). Kolebiący się na boki pod ciężarem rozbudowanego na siłowni ciała. Dla których zadbane dłonie, stopy, skóra są rysą na męskości.

Zastanawiałam się długo, co właściwie przeszkadza mi w koncepcji umalowanego mężczyzny. Zawsze wydawało mi się, że to fajne, że nie tylko my, ale także oni codziennie rano preparują przed lustrem godną pokazania światu twarz. Całkiem to sprawiedliwie. Myślałam tak jednak do czasu, gdy na własne oczy nie zobaczyłam pierwszego wysmarowanego fluidem trendsettera. I wcale mi się nie spodobał. Dlaczego?

Może dlatego, że podkład służy podkreślaniu tego, co zwykło uważać się za kobiece. Gładkości, delikatności, wręcz niewinności. Gdy maluje się mężczyzna, efekt bywa komiczny. W porządku, gdy jest to zamierzona gra z konwencją, zabawa stereotypami, puszczenie oczka w stronę kulturowych ról płciowych. Ale jeżeli makijaż służyć ma wyłącznie poprawieniu męskiej urody, to nie, w ten sposób to nie zadziała.

Co ten podkład miałby zresztą robić? Maskować ślad po zaroście? Po co? Problemy z cerą? Lepiej wyleczyć je u dermatologa. Nadmierne błyszczenie? Od tego jest puder albo bibułki matujące.

Do tego mężczyźni, nowicjusze w świecie makijażu, malują się źle. Nakładają podkład jak gładź szpachlową i sięgają po zbyt ciemne odcienie. Nie, to nie sprawi, że będą wyglądać jak Indiana Jones. Najpiękniejsze jest niewidoczne dla oczu.

Dandys czy drwal? Abnegacja nie jest męska, ale przesadna dbałość o własną urodę również. Lubię mężczyzn, którzy mają wobec siebie wystarczająco dużo dystansu, by bawić się swoim wyglądem, a przy tym snu z powiek nie spędza im źle ułożona grzywka. Zresztą dokładnie to samo cenię u kobiet.

Nie martwcie się, prawdziwi mężczyźni. Rynek męskich kosmetyków do malowania to wciąż nisza (choć już pewnie nad nią pracują działy marketingu największych marek). Panowie, na przyszłość tylko podpowiem: błyszczyk aplikujemy tak, by nie wyjeżdżał poza kontur ust i zapominamy o różu w ceglastym odcieniu - czy ktoś widział kiedyś, byśmy rumienili się na pomarańczowo?
Trwa ładowanie komentarzy...