O autorze
To nie jest blog o tym, jak pozbyć się zmarszczek. Nie będę też oceniała stylu gwiazd i zdradzała sekretów ich skóry czy figury. Nie przedstawię Wam nowości ze świata kosmetyków, za to podzielę się z Wami moimi przemyśleniami na temat urody. Być może przyznam się też do paru rzeczy, które przetestowałam na własnej skórze. A gdy coś mnie olśni lub rozczaruje - na pewno się o tym dowiecie.

Zabawy z igłą

Lekarz, strzykawka, ampułka kwasu hialuronowego - tyle wystarczy, by na nowo wyrzeźbić ludzką twarz. Ale granica pomiędzy świeżym wyglądem, a zombie lookiem bywa śliska...

Podczas wywiadu czujne oko lekarza medycyny estetycznej zawiesza się na moim nosie. Który jest mały, raczej zgrabny i dość charakterystyczny. Który lubię. - Wstrzyknąłbym pani wypełniacz nad tym garbem - mówi lekarz wesoło. - Od razu będzie pani lepiej wyglądała.



W ten oto sposób, w trzydziestej wiośnie życia, dowiaduję się o posiadaniu garbu. Panie doktorze, jak żyć?

Być może tak to się właśnie zaczyna. Kropla kwasu hialuronowego w nos i oto otwiera się przede mną szansa na zostanie kolejnym klonem. Na pewno je widujecie. Bezwiekowe, mają nabrzmiałe usta, policzki jak piłki pingpongowe, brwi uniesione w nieustannym grymasie zdziwienia. Kobiety - koty. Ofiary medycyny estetycznej? Skąd. Raczej ofiary mody.

Mody na to, żeby było widać, że stać cię na takie zabiegi. Na to, żeby wyglądać jak koleżanka. I jak koleżanka koleżanki. Jak cała ta populacja kobiet poruszających się po Placu Trzech Krzyży i ulicy Foksal w sobotnią noc. Mody na sztuczność, na wywinięte do góry kąciki ust i napompowane policzki. Nagle jakoś wszyscy zapominają, że to wcale nie jest ładne! Dlaczego mamy być identyczni? Gdzie miejsce na drobne wady, które stanowią o naszym uroku? Asymetrie, którymi szczycą się największe piękności? Dlaczego z taką lekkością pozbywamy się naszych charakterystycznych cech?

Powiększone usta nagle stały się jednym z wielu kaprysów, na jakie może sobie pozwolić dbająca o urodę kobieta, gdzieś pomiędzy farbowaniem typu ombre czy przedłużaniem rzęs. Dajemy sobie ostrzykiwać policzki z takim samym luzem jak malować paznokcie. A przecież nie bez powodu takie procedury wykonuje lekarz...

Super, gdy medycyna estetyczna służy podtrzymaniu młodego wyglądu. Dłużej i lepiej żyjemy, dłużej czujemy się młodsi, dłużej chcemy tak wyglądać. Już nie musimy się starzeć z godnością. Dobry lekarz dopasuje zabiegi, które nam w tym pomogą. Wykonywane stopniowo i systematycznie, choć odmłodzą o 10 lat, nie powinny jednak zmieniać naszych rysów! A już na pewno na pierwszy rzut oka nikt nie powinien się domyślić, że cokolwiek mamy zrobione.

Nie doszukujmy się wad, tam gdzie ich nie ma. Nie wyolbrzymiajmy problemów. Nie bawmy się wypełniaczami tylko po to, żeby coś sobie zrobić. Zamiast wypełniać skronie, modelować żuchwę czy dołeczek w brodzie, lepiej polecieć na wakacje.

Ja wiem jedno. Po ostrzyknięciu zniknie nie tylko garb, ale też mój mały, raczej zgrabny, charakterystyczny nos. Na jego miejsce pojawi się twór idealnie prosty, o odpowiednim kącie nachylenia względem czoła i ust oraz proporcjach godnych co najmniej Leonarda da Vinci. Będzie to na pewno nos zgodny z obowiązującymi kanonami piękna (i wytycznymi szkoleń dla lekarzy medycyny estetycznej). Ale, kto wie, być może będzie to także nos, z którego jak po równi pochyłej zsuwać się będą wszystkie okulary (drogi garbie, do czegoś się jednak przydajesz!).
Trwa ładowanie komentarzy...