O autorze
To nie jest blog o tym, jak pozbyć się zmarszczek. Nie będę też oceniała stylu gwiazd i zdradzała sekretów ich skóry czy figury. Nie przedstawię Wam nowości ze świata kosmetyków, za to podzielę się z Wami moimi przemyśleniami na temat urody. Być może przyznam się też do paru rzeczy, które przetestowałam na własnej skórze. A gdy coś mnie olśni lub rozczaruje - na pewno się o tym dowiecie.

Kompleksy czy komplementy?

Codziennie piszę o sposobach, które każdą kobietę mogą przemienić w boginię. Ale moja prywatna teoria atrakcyjności jest inna: nie będziesz wyglądała dobrze, dopóki siebie nie polubisz.

Dlaczego największe piękności nie zawsze mają powodzenie? Z moich, i nie tylko, obserwacji wynika, że często większym zainteresowaniem cieszą się zupełnie przeciętne kobiety - kumpele, do bólu naturalne chłopczyce, a często wręcz typowe panny nikt. Dlaczego tak się dzieje? Czyżby wydzielały mocniejsze feromony? Może wydają się mniej onieśmielające? A może działa tu jakieś przekorne prawo natury, które osobniki niedoskonałe stawia wyżej w łańcuchu ewolucji?



Może odstrasza nienaturalnie gładka cera albo zbyt puszyste, pełne blasku włosy? Może zgrabne, smukłe nogi to wymysł przemysłu mody, a podobają się tak naprawdę krzywe i z cellulitem? Długie rzęsy, zamiast skrzydeł motyla, przypominają płci przeciwnej odnóża pająków? Zaś pięknie zarysowane, pełne usta grożą, że za chwilę wypłyną z nich ostre słowa odmowy?

Chodzi o coś innego. Wszystkie te dziewczyny, niedoskonałe, parę kilo za duże lub za małe, z odrostem, odpryśniętym lakierem, świecącą się strefą T, piegowatym nosem czy opadającymi powiekami, za nic mają swoje defekty, tylko dobrze czują się w swojej skórze. Swoim podejściem zarażają innych. Myślą o sobie, że są atrakcyjne i faktycznie, wszyscy je tak postrzegają.

Oglądałam ostatnio z przyjaciółką stare zdjęcia. Śmiałyśmy się z tego, jak wyglądałyśmy kiedyś. - Wiesz - przyznała w pewnym momencie - chociaż ważyłam wtedy trochę więcej i miałam krótsze włosy, czułam się tak świetnie i tak się sobie podobałam, jak już nigdy potem. To był mój czas.

Mamy w swoim życiu chwile lepsze i gorsze. Paradoksalnie, w tych gorszych wcale nie wyglądamy gorzej niż w tych lepszych. Często tak nam się tylko wydaje. Czasami za bardzo się staramy. I to bardzo widać. Za wszelką cenę ukrywamy nawet najmniejsze wady zamiast je zaakceptować, zażartować z nich, przekuć na swój znak rozpoznawczy. A to, czy się sobie podobamy, promieniuje na zewnątrz. I jeśli lubimy te swoje krzywe nogi, to wszystkim innym wydadzą się one co najmniej interesujące.

W porządku. Nie namawiam do mówienia sobie na dobranoc "kocham cię" przed lustrem. Ani do uśmiechania się do siebie w każdej sklepowej witrynie. Nie musisz codziennie mantrować "hej, jestem fajna" ani smarując się balsamem roztkliwiać nad każdym centymetrem swojej kochanej skóry. Zrób jednak tyle, by się ze sobą dobrze poczuć. Ćwicz (endorfiny!), uważnie jedz, dbaj o siebie. Zaakceptuj swoje ciało. Kompleksy nie są sexy. Po prostu.
Trwa ładowanie komentarzy...