O autorze
To nie jest blog o tym, jak pozbyć się zmarszczek. Nie będę też oceniała stylu gwiazd i zdradzała sekretów ich skóry czy figury. Nie przedstawię Wam nowości ze świata kosmetyków, za to podzielę się z Wami moimi przemyśleniami na temat urody. Być może przyznam się też do paru rzeczy, które przetestowałam na własnej skórze. A gdy coś mnie olśni lub rozczaruje - na pewno się o tym dowiecie.

Dumna i blada

Tydzień wakacji nad morzem i wszystkie wywiady z dermatologami przeprowadzam telefonicznie. Powód? Opaliłam się.

W środowisku dziennikarek urodowych opalone ciało wcale nie jest powodem do zadowolenia. Co sekunda jesteśmy bombardowane informacjami o szkodliwym działaniu słońca. Tak, wiem, promieniowanie UV powoduje raka skóry, w tym megagroźnego czerniaka. I to głównie ono sprawia, że będę miała w przyszłości zmarszczki i przebarwienia. Dużo zmarszczek... Pogłębia moją naturalną skłonność do pękających naczynek. Zaostrza trądzik. Wysusza skórę na wiór, włosy przemienia w siano.



Do tego szlachetna bladość jest totalnie na czasie. Lansują ją najfajniejsze gwiazdy (choćby Rooney Mara czy Emma Stone), modelki, hipsterki, blogerki, trendsetterki... Ostatnio znajoma stylistka nieśmiało zapytała, czy istnieją kosmetyki wywabiające opaleniznę. Chciałaby, by jej skóra z powrotem była jakby nigdy nietknięta słońcem. Naturalna. Jasna. Modna.

I ja od kilku sezonów, co lato obiecuję sobie, że tym razem się nie opalę. Bez żenady odsłonię w szortach pozimowo blade łydki. Zazwyczaj mi się to udaje, ale tylko raz. Jedna przechadzka po mieście, kilka spojrzeń z góry na te wszystkie pajączki, szorstkości, nierówności i po powrocie do domu w ruch idą balsamy stopniowo opalające (które jednak trzeba nakładać wielokrotnie), koloryzujące kremy (które wyglądają naturalnie, ale zmywają się przy pierwszym kontakcie z wodą i już np. w deszczowy dzień się nie sprawdzą), samoopalacze (których, mimo wieloletniej wprawy, nie udało mi się jeszcze równo zaaplikować bez żadnego zacieku)… Nawet opalanie natryskowe, najlepsze chyba z arsenału sposobów na sztuczną opaleniznę, ma tę wadę, że ładnie wygląda przez tydzień, a potem przez kolejny schodzi ze skóry w podejrzanie wyglądających plamach.

Wreszcie, podczas któregoś weekendu na Mazurach czy nad Bałtykiem, nie mogę się już dłużej opierać. Słońce przekonuje mnie do siebie. Kilka godzin w jego objęciach i nagle łydki i ramiona wydają się smuklejsze, cellulit rozpływa się jak we mgle, w niepamięć odchodzą blizny po krostkach czy zadrapaniach. Błogosławię Coco Chanel, dzięki której ten romans ze słońcem jest w ogóle możliwy. Z zadowoleniem oglądam coraz jaśniejszy ślad po kostiumie kąpielowym. Noszę biel, która tylko teraz wygląda na mnie dobrze, bo kontrastuje z karmelową karnacją. Noszę też czerń, która na jej tle przestaje być mroczna, a staje się zmysłowa.

Ryzykuję? Tak. Ale, muszę to przyznać, opalam się tak, by zminimalizować straty. Na twarz co godzinę z namaszczeniem nakładam filtr pięćdziesiątkę, a pod filtr, codziennie rano, serum z antyoksydantami. Ciało smaruję trzydziestką, a z czasem piętnastką, bo jestem niecierpliwa i chcę mieć szybko opalone nogi (uwaga, tu ostrzeżenie dla wszystkich tych, które nóg nie smarują w ogóle - u kobiet to właśnie w tych częściach ciała najczęściej pojawia się czerniak). Nie dopuszczam, by skóra się zaczerwieniła (nawet minimalny rumień dermatolodzy klasyfikują jako groźne poparzenie) i nigdy nie opalam się na czekoladkę - uważam, że to nieładne, niezdrowe i, tak, niemodne. Po wakacjach nie muszę zmieniać podkładu na taki w odcieniu nutelli. Na jakiś czas zapominam zresztą w ogóle o istnieniu podkładu, bo dzięki temu, że tak gorliwie smarowałam się preparatem z SPF 50, koloryt mojej skóry jest wyrównany i leciutko złocisty.

Późną jesienią i zimą, gdy opalenizna stanie się wspomnieniem, na nowo polubię swoją bladość. Podkreślę ją chłodnym różem do policzków i czerwoną szminką. I pewnie będę przekonana, że w następnym sezonie letnim uda mi się ją zachować.

Na razie podoba mi się moja delikatna złocistość. Jest dowodem na siłę umiaru, w który w pielęgnacji wierzę. Zresztą, spotkana przypadkiem znajoma dermatolożka, powiedziała mi w sekrecie, że ona też.

P. S. Wybierasz szlachetną bladość? W ciepłym letnim świetle jasna skóra będzie wyglądała apetyczniej, jeśli codziennie poddasz ją peelingowi i wmasujesz w nią rozświetlający balsam z drobinkami.
Trwa ładowanie komentarzy...